sobota, 7 października 2017

III Oficjalny Zlot Forum Junaka (25-27.08.2017, Mierzyn k/Miedzychód)

Dopiero teraz, zebrałem się w sobie i skończyłem pisać relację ze Zlotu Forum Junaka.
Lepiej późno niż w cale. Zapraszam
 
Sezon w tym roku zakończyłem w Mierzynie i nic nie zapowiada, aby to miało się zmienić.
Była jeszcze szansa na mały wypad do Malborka i na Hel, ale to były tylko plany jest 7 października i sezon wyraźnie ma się ku końcowi.
A więc Mierzyn, to już trzeci zlot, a ja jadę dopiero pierwszy raz, trochę z musu, trochę z obowiązku, trochę z ciekawości i dla przyjemności.

 Z musu, a wybiło małe szambo na forum junaka i miałem nadzieję, że będzie można wyjaśnić pewne sprawy, załagodzić spory, ale nic z tego nie wyszło, ot zwyczajnie antagoniści nie przyjechali, a kompania, która na Zlot przyjechała nic do mnie nie miała, a nawet jeśli to nikt o nic nie pytał.
Z obowiązku, jako ojciec założyciel forum chciałem poznać ludzi, których w pewien sposób połączyłem.
No i z przyjemności, tym bardziej, że kierunek i miejsca, które miałem odwiedzić były dla mnie nowością i są nadal na mojej mapie zaznaczone jako te, które warto zobaczyć. 
Wyjechałem z samego rana, dzień wcześniej sprawdziłem motocykl, naciągnąłem i nasmarowałem  łańcuch, po ostatniej przygodzie lepiej zadbałem o napęd. 
Bagaż zabrałem minimalny, to tylko trzy dni w drodze. Majkel na ,którego zaproszenie jechałem, zarezerwował mi pokój jednoosobowy z łazienką, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję. 
Tak więc kiedy przyszedł piątek, wypiłem rano z żonką kawę i poszedłem na parking z jej błogosławieństwem i wszystkimi bambetlami. 
I tak  ruszyłem, w trasę liczącą ponad 900 km. 
Gdyby nie katastrofa, której skutki zobaczyłem w lasach między Człuchowem a Chojnicami, można by napisać że przez całą drogę nic się nie działo, ładna pogoda, ciepło, brak opadów.
W Mierzynie zameldowałem się około 15, powitałem obecnych, rozpakowałem graty, na każdego czekał żurek, który chłopaki sami warzyli, na koniec skoczyłem po pifko i grzecznie czekałem na resztę towarzystwa, jedynie Diabliczka dala się zapamiętać po przez krótkie powitanie - No cześć
Kiedy zapadł zmrok, zapłonęło ognisko, w końcu mogliśmy się razem zebrać, było nas 40 rozbójników i cztery baby.

Następny dzień to zaplanowana wycieczka.
Nasz ojciec dyrektor zaplanował wszystko z iście wojskową precyzją, wskazał cel natarcia, watahę podzieli na trzy karne zgrupowania i jak przystało na wodza, sam poprowadził pierwszą grupę do boju. Cel pierwszy to była baza wojsk radzieckich Kęszyca Leśna pod pomnikiem Armii Czerwonej zrobiliśmy sobie fotkę i ruszyliśmy do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, tak czekała na nas sympatyczna pani przewodnik, która poprowadziła nas przez bunkry, szyby i tunele rejonu umocnionego.
Kto nie widział polecam.
Ostatnim punktem wycieczki była figura Chrystusa Króla w Świebodzinie, tam również obowiązkowa fota i już zwartą kolumną długa na jakieś 500 m ruszyliśmy do miejsca gdzie była zaplanowany obiad. Miałem tą przyjemność, że zamykałem kolumnę i widziałem ją w całej okazałości, najpiękniej wyglądała kiedy wjechałem na most, a czoło wspinało się na przeciwległe wzniesienie, to była piękna kawalkada motocykli i kierowników, aż szkoda że w takich chwilach nie można zrobić zdjęcia.
Po powrocie do bazy było kolejne ognisko, znów pifko i co tam kto chciał, pęta kiełbachy, bochny chleba, już nikt się nie oszczędzał było tego bardzo dużo, więc aby się nie zmarnowało trzeba było zjeść.
Już wieczorem przy ognisku pożegnałem wszystkich, zawsze z rana ruszam w drogę, tym bardziej, że pogoda na trasie nie zapowiadała się obiecująco, raczej deszczowo i zimno.
Miałem szczęście, po drodze nie padało, wyglądało to tak jakbym gonił złą pogodę, we wszystkich mijanych miejscowościach wyglądało tak jakby własnie przed chwila przestało padać.
Suchy i szczęśliwy wróciłem do domu, Junak znowu przywiózł mnie bez problemu, tam i z powrotem, chociaż nie, bym zapomniał, kiedy naszło mnie aby zrobić nagranie z powrotu do domu, kiedy już miałem odjeżdżać, chciałem  złożyć boczną stopkę, coś poszło nie tak musiałem zsiąść z motka i zobaczyć co się stało, niestety na bocznej stopce jest taki cycek o który zaczepia się sprężyna, no i te cycek urwał się, musiałem stopkę na tritkę do ramy przyczepić bo wisiała swobodnie.